czwartek, 19 listopada 2015

Karmienie a sprawa polska

Przyznam się, że nawet będąc w ciąży nie zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób będę karmić mojego syna - było dla mnie oczywiste, że będziemy się "cyckować". Z drugiej strony, nie edukowałam się w tym kierunku zupełnie. Potrafiłam spędzić parę dobrych tygodni na wyborze wózka, a na temat karmienia piersią nie przeczytałam ani jednego zdania!
Na szczęście w naszym wypadku nie miało to dużego znaczenia - pierwsze przystawienie i oboje z Bobo wiedzieliśmy co robić :) 


Nie znaczy to, że od początku byłam w mojej mlecznej drodze nieomylna i najlepsza, o nie!
Przede wszystkim uwierzyłam w mit o diecie matki karmiącej - i przez pierwsze 3 tygodnie żyłam praktycznie o wodzie i suchym chlebie. I jabłkach i marchewce - bo kobieta karmiąca może i musi jeść dużo jabłek i marchewki, jeśli jeszcze nie wiecie...
Szybko jednak stwierdziłam, że tak żyć się nie da i zaczęłam szukać alternatyw jedzeniowych. Trafiłam na grupę facebookową dla mam karmiących i to było wybawienie! Dowiedziałam się, że mogę jeść wszystko, że dieta matki karmiącej to wymysł (tutaj zdania są podzielone, czyj to wymysł dokładnie, ale wymysł na pewno ;) ). I najlepsze jest to, że to prawda! Z wyjątkiem kurek, po których Bobo miał zielono w pampersie, jem wszystko, na co mam ochotę (raz nawet zdarzyło mi się w McDonal's stołować, ale o tym szaaa, bo nawet nie karmiące mamy i inni dorośli nie powinni się tym chwalić ;) ).

W ogóle, nasze początki mlecznej drogi były dość zajmujące... Nie potrafiłam jeszcze karmić Bobo na leżąco, więc co noc, raz lub dwa, w najgorszych czasach trzy, wstawałam, a razem ze mną mąż i pies, i szliśmy nakarmić malucha. Mieliśmy rodzinną wycieczkę z sypialni do salonu, gdzie stał mój fotel do karmienia, i cały rytuał z tym związany. Ja siadałam, poprawiałam poduchy, Kuba kładł na poduszce Bobo, dostawialiśmy go (wspólnie, bo na początku nie było to takie hop siup), czasami trzeba było malucha przytrzymać za rączki, żeby nimi nie wierzgał za mocno (to była działka Kuby).... I tak 20-30 min... A za parę godzin powtórka. W końcu się wkurzyłam i postanowiłam nauczyć siebie i Bobo karmić (się) na leżąco. To dopiero była ulga! Od tego momentu ilość (i jakość) mojego snu znacząco się zwiększyła, a maluch polubił to do tego stopnia, że ostatnio ma pretensje, jak chcę go nakarmić siedząc.

Po prawie 5 miesiącach karmienia piersią mogę śmiało napisać, że jest to jedna z piękniejszych rzeczy, która cię może spotkać w macierzyństwie. Ten moment, gdy twoje dziecko patrzy się na ciebie z błogim uśmiechem (tym specjalnym, zarezerwowanym tylko dla piersi!), gdy głodne szuka sutka, prawie po omacku i, znajdując go, wydaje westchnienie ulgi, gdy "gada do cyca" (bo nie do ciebie, o nie!).... Nie wyobrażam sobie z tego zrezygnować. I na szczęście nie muszę.

Ale tak jak napisałam na wstępie - u nas karmienie od pierwszej chwili było łatwe (przyjemne zaczęło być niedługo potem, gdy macica przestała się obkurczać przy ssaniu piersi - coś o czym też nie widziałam przed porodem, a kurczę, powinnam, przynajmniej na ten ból byłabym przygotowana). Wiem, że mogę się nazywać szczęściarą z tego powodu. Ale też wiem, że karmieniu można pomóc.
Więc, droga przyszło mamo, jeśli chcesz karmić swoje dziecko piersią:
1. Poczytaj jeszcze w czasie ciąży artykuły na ten temat. 
Żebyś potem nie musiała się głodzić ;)
Jest ich mnóstwo w internecie, szczególnie polecam hafija.pl, mlecznewsparcie.pl

2. Znajdź w swoim otoczeniu kogoś, kto piersią karmi/karmił. A jeśli nikogo takiego nie masz, zapisz się do grypu (chociażby facebook i grupa "karmienie piersią")
Wsparcie innych "mam kp" (mam karmiących piersią) jest mega istotne, szczególnie, gdy macie gorszy dzień, maluch po raz setny wygina się przy cycu, łapie na 3 sekundy i puszcza, płacze, znów chwyta, znów puszcza i tak w kółko. Albo gdy zęby mu wychodzą i zaczyna gryźć. Albo kiedy "wisi na cycu" cały dzień, a ty się nawet do toalety nie możesz ruszyć. Albo... nieee, więcej już pisać nie będę, bo zaraz stworzę antytezę, że karmienie piersią wcale takie fajne nie jest, a przecież to nie prawda! Bo, owszem, sytuacje jak opisałam wyżej zdarzają się, ale gdy masz możliwość wygadać się i wyżalić innej mamie, która przeżywa dokładnie to samo - to szybko puszczasz te momenty w niepamięć...

3. Doedukuj męża/partnera 
Gdy już sama posiądziesz wiedzę tajemną, podziel się nią z partnerem - bardzo ważne jest, by tata dziecka też wiedział co niecoś na ten temat, chociażby po to, żeby nie powtarzał ci potem bzdur zasłyszanych od mamy/teściowej/koleżanki/panizkiosku, że mleko po 6 miesiącu jest bezwartościowe, że butelka lepsza, że głodzisz dziecko, że przekarmiasz dziecko, że... no, wiecie o co chodzi.
Dodatkowo, tata zaangażowany w karmienie piersią to tata pomocny w tym karmieniu (mój mąż np w nocy podpiera mi plecy jak karmię Bobo, i wodę mi przynosi, gdym spragniona :) ). 

4. Przede wszystkim - myśl pozytywnie!
Mleko tworzy się w głowie! To chyba najważniejsze przesłanie dla przyszłych mam. Jeśli sama nie uwierzysz, że jesteś w stanie wykarmić swoje dziecko piersią, to prawdopodobnie prędzej czy później zaczniesz dokarmiać... Ale jeśli tylko uwierzysz w siebie i tego małego ssaka, to w zdecydowanej większości przypadków nic innego do szczęścia wam nie będzie potrzebne :) 


A jeśli ktoś chce pooglądać przepiękne zdjęcia mam karmiących, zapraszam na stronę Krainy Mlekiem i Miłością Płynącej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz